Zima 2026 roku zapisuje się w historii jako czas ekstremalnych kontrastów. Podczas gdy wschód kraju skuwa arktyczny mróz, zachód walczy z odwilżą, a południe zasypują niże genueńskie. Przed nami zmiana pogody, która przyniesie jedno z najgroźniejszych zjawisk atmosferycznych: marznący deszcz. Sprawdzamy, co czeka nas w ostatnich dniach stycznia i jak przygotować się na paraliż komunikacyjny oraz energetyczny.
Antycyklon „Christian” kontra niże znad Morza Śródziemnego
Sytuacja nad Europą przypomina obecnie pole bitwy dwóch potężnych układów - Antycyklonu „Christian”, czyli układu wysokiego ciśnienia i znanych nam z ostatniej powodzi niży genueńskich, które zwiastują potężne opady.

Antycyklon to wyż, w którym powietrze opada ku powierzchni ziemi, hamując powstawanie chmur (stąd te piękne mroźne, ale słoneczne dni). W tym przypadku pełni on rolę blokady, która zatrzymuje ruch mas powietrza z zachodu na wschód. „Christian” ściąga do nas mroźne, gęste powietrze kontynentalne i arktyczne z północy i znad Rosji.
Głębokie układy niskiego ciśnienia, formujące się nad ciepłymi wodami Zatoki Genueńskiej, są znane z ogromnej wilgotności. Gdy wędrują na północ i napotykają ścianę zimnego powietrza nad Polską, dochodzi do gwałtownych opadów. W pierwszej połowie stycznia w Bieszczadach i Beskidach przybyło dzięki nim nawet pół metra śniegu.
Mechanizm „szklanki”
Największym zagrożeniem w 23 – 25 stycznia nie będzie sam mróz, lecz zjawisko inwersji temperatury. W normalnych warunkach temperatura spada wraz ze wzrostem wysokości. Podczas inwersji sytuacja się odwraca - wyżej znajduje się warstwa cieplejszego powietrza (tzw. „ciepły język”), a przy samej ziemi zalega masa o temperaturze poniżej zera.
- Śnieg padający z wysokich chmur wpada w warstwę ciepłego powietrza i topnieje, zmieniając się w deszcz.
- Krople deszczu wpadają następnie w cienką, przyziemną warstwę mrozu (np. -5°C).
- Zanim zdążą ponownie zamienić się w śnieg, uderzają w wychłodzony grunt, tworząc natychmiast warstwę czystego, twardego lodu i gołoledź gotowa.
Możemy spodziewać się paraliżu drogowego, ale i innych zjawisk. Energetycy obawiają się na przykład okiści, czyli oblepiania gałęzi drzew i przewodów energetycznych przez ciężki, mokry śnieg i lód, co przy zapowiadanych opadach rzędu 20 cm może prowadzić do masowych awarii.
Widmo blackoutu
Zagrożenie brakiem prądu jest realne, a system pracuje na wysokich obrotach (szczyt zimowy). Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) już od początku stycznia muszą stosować nierynkowe redysponowanie jednostek wytwórczych. Oznacza to, że operator wymusza zmianę produkcji energii w elektrowniach systemowych, aby utrzymać stabilność napięcia i uniknąć przeciążenia konkretnych linii przesyłowych. Nie jest to optymalne kosztowo, ale konieczne do ochrony Krajowego Systemu Przesyłowego i stanowi dla nas - zwykłych śmiertelników - sygnał, że KSC działa w warunkach podwyższonego ryzyka.
Dlaczego linie energetyczne rwą się zimą?
Kluczowym zagrożeniem jest tzw. „taniec przewodów”. Brzmi może romantycznie, ale energetycy tego nie cierpią. Gdy przewód zostanie niesymetrycznie oblodzony, zmienia swój profil aerodynamiczny. Silny wiatr (w porywach do 65 km/h) zaczyna działać na taką linię jak na skrzydło samolotu, wprowadzając ją w potężne wibracje. Może to prowadzić do zwarć międzyfazowych (gdy kable uderzają o siebie), a nawet do mechanicznego zniszczenia izolatorów i konstrukcji słupów.
Zatory lodowe
Sytuacja na rzekach również staje się alarmująca. Długotrwałe mrozy wywołały zjawisko śryżu (płynących w wodzie kryształków lodu), który osadza się na dnie i brzegach, tworząc pokrywę lodową. Na Bugu, Wiśle i Narwi obserwujemy już stałą pokrywę lodową.
Największe ryzyko niosą powodzie zatorowe. Powstają one, gdy podczas nagłej odwilży (spodziewanej teraz na zachodzie kraju) pękająca pokrywa lodowa spływa z prądem i klinuje się w zakolach rzek lub przy filarach mostów. Spiętrzenie wody za takim „zatorem” następuje błyskawicznie, często szybciej niż podczas standardowych powodzi.
Jak przetrwać końcówkę stycznia?
Prognozy oparte na modelu ECMWF (europejski model uznawany za najdokładniejszy w przewidywaniu zjawisk średnioterminowych w Europie) wskazują, że po 26 stycznia może wrócić fala mrozów spadających lokalnie (o zgrozo!) do -30°C.
Kluczowe zasady bezpieczeństwa
Z pogodą trudno wygrać. Można jednak wykorzystać ostatnie chwile względnego spokoju na przygotowania:
- Śledź komunikaty IMGW i RCB. Monitoruj ostrzeżenia meteorologiczne IMGW oraz alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
- Zabezpiecz dom na wypadek blackoutu. Przygotuj latarki i naładuj powerbanki. Jeśli korzystasz z pompy ciepła lub pieca gazowego, pamiętaj, że wymagają one energii elektrycznej do działania. Zabezpiecz się w ciepłe ubranie, koce, kuchenkę turystyczną – wszystko, co pozwoli przeczekać do czasu przywrócenia zasilania.
- Zapukaj do samotnych sąsiadów. Szczególną uwagę zwracajmy na samotne starsze osoby, osoby z niepełnosprawnościami, czy nawet po prostu z grypą lub złamaną nogą. Piec gazowy lub płyta indukcyjna mogą być ich jedynym źródłem ciepła i ciepłego posiłku. Może nie są w stanie wyjść po zakupy z powodu oblodzenia. Bądźmy sąsiadami, jakich sami chcielibyśmy mieć.
- Zrezygnuj z podróży podczas gołoledzi. Na „szklance” współczynnik przyczepności opon spada niemal do zera – żadne systemy bezpieczeństwa (ABS/ESP) nie są w stanie pokonać praw fizyki na czystym lodzie.
Uwaga na „efekt morza”. Na północy Polski spływ mroźnego powietrza nad relatywnie ciepły Bałtyk może wywołać bałtycki efekt morza. To zjawisko tworzenia się wąskich pasm chmur dających ekstremalnie silne, lokalne śnieżyce (nawet 5–10 cm śniegu w godzinę).
Zima 2026 roku daje nam surową lekcję. Bądźmy przygotowani i odpowiedzialni – nadchodzące dni będą wymagały od nas szczególnej uwagi.
Kliknij tu i skorzystaj z naszej checklisty, by łatwiej przetrwać skutki potencjalnego blackoutu.







